niedziela, 15 września 2013

Rozdział 1



Wracam do pustego mieszkania i od progu mam ochotę się rozpłakać. Od kilku tygodni nic nie klei się w moim życiu. W pokoju spędzam samotne godziny, wieczorami dzwonie do mamy by dowiedzieć się co nowego w domu a potem znów siadam z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach na starej kanapie w salonie i przez długie minuty oddaje się wspomnieniom. Z dnia na dzień coraz bardziej zaczynam nimi żyć. Tyle mam, to mój pewnik. Coś co daje mi poczucie, że może jeszcze kiedyś będę szczęśliwa, skoro w moim życiu były już te dobre chwile. Obecnie tylko z pracą jestem w wielkiej zgodzie. Oddaje jej się zupełnie by nie musieć myśleć o tym co mnie czeka po wyjściu do domu. Straciłam osobę, dzięki której przez ostatnie tygodnie to wszystko jakoś się trzymało. Jak zwykle odszedł bo pojawiła się inna. Może ładniejsza, może mądrzejsza, a może po prostu łatwa. Nie mam mu tego za złe, przynajmniej nie marnował mojego czasu. Łatwo przyszło, łatwo poszło jak to mówią. Ale to nie zmienia faktu, że czuje się cholernie źle. Jestem tak strasznie samotna, że chce mi się wyć. Mam ochotę na dobre wino by w nim zatopić trochę mojego smutku, ale zanim po nie wstaje w kuchni rozlega się dźwięk telefonu.
- Słucham- rzucam do słuchawki nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- No hej, co słychać?
Sadzam znów swoje cztery litery tym razem na kuchennym krześle i spoglądam niemrawo w okno. Skoro moja przyjaciółka raczyła zadzwonić do mnie o tej porze, czyli grubo po 23, to wychodzi na to, że ma jakąś sprawę. Wzdycham ciężko i sile się na najbardziej naturalny ton głosu.
- Wszystko w porządku, a coś się stało, że dzwonisz?
- A to już musi się coś stać żebym mogła do ciebie zadzwonić? Nic się nie stało, tak po prostu chciałam  porozmawiać.
Przewracam oczami i powstrzymuje się by kolejny raz głośno nie westchnąć. Akurat, bo już uwierzę, za długo cie znam słonko.
- No to słucham, opowiadaj co tam u ciebie nowego.
- Wracam do Bełchatowa.
Bingo! I o to mi właśnie chodziło.
- Źle ci w tym Poznaniu? W końcu sama mówiłaś, że to takie fajne miasto, duże, pełne świetnych miejsc i ludzi.
- Nie jest źle, ale chce wrócić na stare śmieci. Poza tym to nie jest za bardzo rozmowa na telefon. Mam tylko jedno pytanie, czy byś mnie nie przygarnęła?
W jej głosie wyczułam niepewność, dobrze wie, że jej wyjazd coś zmienił między nami. Nie cieszyłam się, kiedy powiedziała mi, że wybiera się na studia do Poznania. Długo namawiała mnie, żebym pojechała z nią, ale nie potrafiłabym. Nie chciałam zostawiać tego wszystkiego co teraz miałam. Mieszkanie, praca, mecze. Tu siatkówkę miałam na miejscu  w Poznaniu Plus Ligii nie miałabym wcale. Ciągłe dojazdy nie były mi na rękę, więc wolałam zostać na miejscu. Poza tym mnie nie ciągnęło do Wielkopolski tak jak ją. Aga miała swój powód, który miał na imię Marcin.
- Jeszcze pytasz? Dobrze wiesz, że mam wolny salon.
- Ale to nie znaczy, że mnie przygarniesz.
Tu się musiałam z nią zgodzić. To nic nie znaczyło. Bolało mnie to, że poleciała za jakimś frajerem do innego miasta, ale teraz potrzebowała pomocy, a ja nie mogłam odmówić.
- To właśnie znaczy, że cie przygarnę. Zbieraj się i przyjeżdżaj.
- Będę jutro po południu, okey?
- Świetnie będę czekać. Na razie.
- No pa.
Rozłączyłam się i odstawiłam telefon na stolik. Próbowałam zebrać sobie do kupy to wszystko, ale dopiero po chwili dotarło do mnie na co tak naprawdę się zgodziłam. Jutro w moje życie wkroczy Agnieszka i jak ją znam nie da tak łatwo się spławić. Będę musiała jej wytłumaczyć dlaczego wyglądam jak chodzące nieszczęście i opowiedzieć o tym co mnie trapi. Nie sądzę abym miała na to ochotę. Musze coś wymyślić i to szybko. Nic nie przychodzi mi do głowy co skutkuje tym, że zaczynam się denerwować. Wstaje i z jednej z szafek wyjmuje truskawkową czekoladę, która zapewne nic za mnie nie wymyśli, ale mam nadzieję, że poprawi mi samopoczucie. Wracam na ciepłe już krzesło, rozwijam sreberko cudownego przysmaku i wtedy ponownie odzywa się moja komórka. Mam ogromną chęć ją zignorować, ale jedno przelotne spojrzenie rzucone na wyświetlacz powoduje, że cała zastygam w bezruchu. Tak dawno z nim nie rozmawiałam, że aż boje się odebrać. Jednak zbieram się w sobie i powtarzam, że nie mogę być tchórzem. Naciskam zieloną słuchawkę.
- Cześć!- słyszę wesoły głos chłopaka.
- Hej… Co u Ciebie słychać?
- Wszystko świetnie, a dzwonie, bo chciałem się dowiedzieć, czy jutro będziesz na meczu?
- Yyyyy…- w sumie nie planowałam nic takiego, więc nie bardzo wiem co mam mu odpowiedzieć- A powinnam?- pytam niewinnie.
- Ewka zapomniałaś!- siatkarz nie może w to uwierzyć- Dobrze, że zadzwoniłem, bo nici byłyby ze spotkania. Przecież jutro Bełchatów gra z Olsztynem!
- Przepraszam Cię, ale zapomniałam…- a prawda jest taka, że ostatni mecz jaki widziałam był prawie miesiąc temu. Nie mam pojęcia kto teraz gra i z kim, jaki jest układ tabeli i o której jest jutro spotkanie.
- Widzę już nic nie myślisz o starym znajomym, ale nic się nie martw Buszek myśli o wszystkim, także mam nadzieję, że dzięki temu, że Ci przypomniałem to pojawisz się na trybunach?
- Jeszcze raz Cie przepraszam, ale to wszystko wina tego, że jesteś na wypożyczeniu. Musisz szybko grać znów dla Resovi, wtedy nie ma mowy, że zapomnę o jakimś meczu.
- Jasne, jasne. Jednak dalej czekam na odpowiedź.
- Chciałabym przyjść, ale nie mam biletów..- powiedziałam smutno.
- Kobieto mieszkasz w Bełchatowie  i nie masz karnetu?- chyba naprawdę go zadziwiłam.
- No mam, ale..
- No dobrze posłuchaj, jak już mówiłem zająłem się wszystkim. Przed meczem podejdź do kasy i po prostu weź bilety, są zamówione na moje nazwisko.
- Bunio jesteś wielki- ucieszyłam się.
- Przecież wiem- odciął mi się ze śmiechem.
- Nie o to mi chodziło- zaśmiałam się cicho- Mówiłeś bilety, więc ile ich jest, bo chciałabym jeszcze kogoś zabrać?
- Masz chłopaka?- Rafał nagle spoważniał.
- Nie, no co Ty. Przyjaciółka wprowadza się na razie do mnie i chciałam ją zabrać.
- Aaaaa…- siatkarz odetchnął z ulgą- Akurat dwa bileciki będą na was czekać, tak jak i ja.
- Jesteś kochany, dziękuję Ci bardzo. To co, widzimy się jutro?
- Oczywiście, do zobaczenia. Buziaki.
- No pa,pa.. Bunio…Jeszcze raz dziękuję.
Nie odpowiedział mi już nic, ale mogę przysiąc, że musiał się uśmiechnąć.
Rafał okazał się moim wybawieniem. Bardzo często dziękuję Bogu, że go poznałam. Pracuje w niewielkiej księgarni w Bełchatowie i jakieś trzy lata temu, kiedy Resovia grała ze Skrą w księgarni pojawił się Buszek, prosząc mnie o pomoc przy wyborze książki. Śmiał się, że nie będzie miał co robić w drodze powrotnej do Rzeszowa, więc potrzebuje czegoś dobrego do czytania. Sama już nie pamiętam co mu wtedy poleciłam, ale od tej książki zaczęła się nasza przyjaźń. Kiedy po meczu podeszłam do niego po zdjęcie i autograf, o które zapomniałam poprosić w księgarni, zapewne z przejęcia, uśmiechnął się do mnie szeroko i chętnie zgodził się na zdjęcia. W dodatku, czego w ogóle się nie spodziewałam, zaprosił mnie do Rzeszowa, abym na Podpromiu mogła obejrzeć siatkarskie zmagania. No i obiecał, że jeśli się pojawię to tym razem on zaproponuje mi coś ciekawego do czytania. I tak też zrobiłam. Nie myślałam wtedy o tym by znów go spotkać. Poza tym wiedziałam, że i tak pewnie by mnie nie poznał, dlatego nie nastawiałam się na kolejną rozmowę z nim. Do Rzeszowa ciągnęło mnie jednak tak bardzo, że już po kilku miesiącach pojawiłam się tam. Mimo, że mieszkam obecnie w Bełchatowie moje serce chyba od zawsze było biało-czerwone tylko może o tym nie wiedziałam. Bardzo lubię Skre, ale dzięki temu wyjazdowi zrozumiałam, że Resovie kocham. No a w dodatku spotkałam Buszka. Ogromnie się zdziwiłam kiedy mnie rozpoznał, zaprosił na spacer, a potem oddał jedną ze swoich ulubionych książek. Ba! Nawet dedykacje dostałam. I tak rozpoczęła się nasza przyjaźń. Kiedy o tym myślę wydaje mi się to tak zupełnie nieracjonalne, ale cóż poradzić. Jestem wdzięczna Temu na górze, że ktoś taki pojawił się w moim życiu i kolejny raz wybawił mnie z opresji. Miałam już z głowy Agnieszkę. Zabiorę ją jutro na mecz, poznam z Rafałem i myślę, że to wystarczy by nie musieć się martwić jej pytaniami. Został mi tylko jeden problem. Ogromny problem. 

środa, 28 sierpnia 2013

Powrót do pisania- PROLOG


Kolejny raz odchodzę. Kolejny raz nie mam odwagi walczyć o swoje marzenia. Jestem słaba. Jak liść miotany przez wiatr, tak ja jestem miotana przez przypadki losu. Znów uciekam od tego co dla mnie najważniejsze. Jestem na siebie wściekła. Chowam twarz w poduszkę i leże w tej pozycji tak długo aż brakuje mi powietrza, dopiero wtedy zrywam się gwałtownie i wciągam w płuca ogromne ilości tlenu. W moich oczach pojawiają się łzy, który nie potrafię powstrzymać. Tak długo dawałam sobie bez niego radę, aż musiał przyjść dzień, w którym skrywana w moim sercu miłość musiała wybuchnąć ze zdwojoną siłą. 
Od dwóch lat starałam się żyć normalnie. Przez dwa długie lata starałam przekonać samą siebie, że skoro nie on to będzie ktoś inny. Nie miałam pojęcia jak bardzo się mylę. Wystarczyło znów go zobaczyć. Do wczoraj widziałam go tylko kilka razy i za każdym razem przez krótką chwilę. Może dlatego udawało mi się to znieść? Wczoraj odważyłam się pójść na jego mecz. Nie wiem co mnie podkusiło, ale Andrzej nie wydawał się tym zachwycony. Po raz kolejny wchodziłam w jego życie bez uprzedzenia, a on zwyczajnie tego nie chciał. Jednak nie mogłam tego nie zrobić. Za bardzo go kocham. Jednak coś powstrzymuje mnie od walki o niego. Może to "to" spojrzenie, a może strach przed odrzuceniem. Jestem słaba. Poddaje się, upadam i oddaje w posiadanie Morfeusza. 

Jej widok nadal boli. Nie po to układam swoje życie krok po kroku, każdy wykonując z ogromną obawą i zastanawiając się nad nim tysiąc razy, by znów ją zobaczyć i stracić to wszystko co udało mi się zbudować. Mam ochotę usiąść z kumplami i napić się by choć na chwilę zapomnieć, że jeszcze wczoraj tu była. Sam nie wiem co do niej czuje. Zraniła mnie, ale czy i ja byłem bez winy? Gdybym tylko mógł zapomnieć o tym jednym wieczorze moje życie było by prostsze, ale nie potrafię. Nawet nie wiem czy chce. W jednej chwili chciałbym uciec jak najdalej, a w drugiej chciałbym ją przyciągnąć do siebie i skryć się w jej  uścisku. Ta dziewczyna doprowadza mnie do szału, ale dlaczego jest jedyną osobą, o której wciąż myślę? Dlaczego mimo tych dwóch lat nadal zastanawiam się co u niej? Dlaczego mam nadzieję, że za mną tęskni? Dlaczego do cholery wczoraj pojawiła się na meczu?
________________________________________________________________________
To by było na tyle :D Wybaczcie, że znów pragnę Was męczyć swoim pisaniem, ale obiecuje nie będzie
tego dużo :) Po prostu ostatni tydzień wakacji jest dla mnie tak nudny, że wpadłam na ten szalony 
pomysł napisania chociaż krótkiego opowiadania. Dodatkowo motywuje mnie sytuacja, w której się
ostatnio znalazłam i muszę po prostu gdzieś dać upust swoim uczuciom ;P Zapraszam bardzo serdecznie 
do czytanie i komentowania jeśli macie taką ochotę, Pozdrawiam :)

środa, 31 lipca 2013

Brak Igły.

Witam.
Nie wiem jak Wy, ale ja jestem oburzona tym, że Krzysia Ignaczaka nie będzie w Naszej drużynie na Mistrzostwa Europy. Kompletnie nie rozumiem decyzji Andrei Anastasiego i z niecierpliwością czekam aż odniesie się do tej decyzji i wreszcie skomentuje dlaczego Igła powołania do kadry nie dostał. Ja uważam, że nie jest to tylko i wyłącznie decyzja trenera. Czyżby naciski 'z góry'? Tego nie wiem i nie chce mówić, że tak na pewno jest, ale ja biorę pod uwagę taką opcję. Czy ludzie ze Związku chcą pokazać siatkarzom, że nie mogą być pewni stałego miejsca w kadrze? Czy myślą, że dzięki temu zawodnicy zaczną obawiać się o swoją pozycję i zaczną grać lepiej? Jak dla mnie to bzdura... W Naszym zespole powstanie za to duży uszczerbek. Doświadczenie Igły, jego charyzma i serce do walki- zabraknie tych elementów i o ile chęci i młoda głowa Zatorskiego w jakiś sposób rekompensują to, to jak dla mnie Paweł nie umywa się do tego co robi Krzysiek dla Naszego zespołu. 
Dodatkowo brak Grzesia Kosoka... Brak mi słów. Ciesze się, że w składzie pojawił się Andrzej Wrona, bo zasłużył na to z całą pewnością, jednak powinien on zastąpić nie Grześka a Piotrka Nowakowskiego, który od jakiegoś czasu nie błyszczy grą.
Do tej pory nie podważałam decyzji Andrei, teraz też miałam nadzieję, że zrobi wszystko by odbudować zespół, ale poważnie zaczynam się o to obawiać. Z niecierpliwością czekam na objaśnienie trochę kontrowersyjnych wyborów trenera i nadal chcę wierzyć, że nie wyjdą nam one na złe. 
Pozdrawiam :)

piątek, 26 lipca 2013

Kolejny mecz.

Witam :)
Zapewne z równie wielką nie cierpliwością jak ja, czekacie na rozpoczęcie Mistrzostw Europy 20 września. Tym razem nie czekamy tylko na to by zobaczyć naszych ukochanych chłopców. Ja szczególnie ciekawa jestem ich formy. Liga Światowa przyniosła wiele rozczarowań, ale i wielu kibiców utwierdziła w przekonaniu, że na zawsze pozostaną z naszą drużyną, nie ważne co by się działo. Anastasi mówi, że wie już gdzie leży problem i dlaczego wyniki są takie jakie są oraz że razem z chłopakami zrobi wszystko by sytuacje poprawić. Ja mu wierze. Nie mam powodów by uważać że to zły szkoleniowiec, że przy jego boku już niczego nie osiągniemy. Dlaczego miałabym tak sądzić? Wiele osób od razu skoczyło by do dyskusji, zarzucili by Andrei brak medalu na Igrzyskach, brak wyjścia z grupy podczas Ligi Światowej nie mówiąc już o obronie tytułu. Powiem tyle- nie zawsze można wygrywać. Nadchodzi moment kiedy organizm mówi stop, a forma znika. Pewnie znów usłyszałabym słowa krytyki, że są specjaliści, którzy powinni robić wszystko by tak się nie stało. Owszem, zgadzam się z Wami. Może o naszym być albo nie być zdecydowało kilka błędnych decyzji, decyzji trenera, decyzji sztabu, a może decyzji związku. Nie wiem i nie mam zamiaru wchodzić w kompetencje tych ludzi. Wierze tylko, że wszystkie odpowiedzialne za tą drużynę osoby wyciągną wnioski, mam nadzieję, że zrobią to także sami gracze, którym zarzuca się brak chęci do gry, zastanie i ogólny mamtowdupizm. Czasem przeraża mnie to co wypisują ludzie na różnych portalach, pod artykułami o siatkarzach. To nie jest banda dzieciaków, którym nudzi się to co robią, dlatego olewają swoją pracę. To dorośli mężczyźni, którzy bardzo dobrze wiedzą ile musieli przejść, ile znieść i ile oddać swojego serca, życia prywatnego i czasu rodzinnego by znaleźć się tam gdzie są. Radziłabym zastanowić się wszystkim tym którzy piszą o tych chłopakach, że mają gdzieś drużynę, że gwiazdorzą, że są bucami czy to aby na pewno prawda. Ci ludzie poświęcili wszystko w swoim życiu by spełniać swoje marzenia, przy okazji marzenia tysięcy ludzi i jestem pewna, że każdego dnia kiedy nie mają wolnej chwili by zadzwonić do swojej żony, do dziecka, zastanawiają się czy aby na pewno było warto, ale jestem pewna, że wychodząc na boisko i widząc zapełnioną halę w barwach biało-czerwonych wiedzą, że warto było.
Nie wiem co będzie we wrześniu, nie wiem czy plan Anastasiego wypali i orzełki wrócą do formy, ale wiem jedno- ja zostanę z Nimi, bo są moimi bohaterami.
W głowie mam teraz tylko słowa Michała Winiarskiego po przegranym pierwszym meczu z Bułgarami, gdy wiedział już, że nie ma szans pojechać do Argentyny. Powiedział, że drugi mecz zagrają nie tak zupełnie towarzysko, bo będą grać dla nas kibiców, dla orzełka na piersi, będą walczyć, bo są Polakami.
I właśnie dzięki temu wiem, że są najlepszą drużyną na świecie i w tej kategorii nic oprócz złota nie wchodzi w grę.
Ale ja o czymś zupełnie innym. W powyższym tekście chciałam tylko wyrzucić z siebie w końcu moje odczucia dotyczące Ligi Światowej. Trochę z tym zwlekałam, ale chciałam obiektywnie spojrzeć na całą sytuację.
A więc dziś chciałam wziąć na tapetę kolejny mecz do którego będę dążyć. Na Mistrzostwa nie uda mi się pojechać, gdyż jak dla mnie to trochę daleko :/ Jednak planuję wybrać się na Super Puchar 2013 do Poznania. W tamtym roku swoją przygodę meczową zaczęłam właśnie z tą imprezą. Nowa hala w Częstochowie zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a przekraczając jej próg wiedziałam, że jestem na właściwym miejscu. Poznani ludzie również bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli, ale teraz wiem, że polscy kibice siatkówki są najlepsi na świecie, więc tylko pozytywnych wrażeń mogę się spodziewać. Także ze względu tego, że do Poznania mam całkiem nie daleko szalenie ucieszyłam się, że kolejny raz mam szansę pokazać się na Super Pucharze. Tym bardziej, że występować będzie Asseco Resovia oraz Kędzierzyn-Koźle, który też bardzo lubię. Nie ukrywam, że najbardziej liczę na zobaczenie kolejny raz Alka Achrema, mojego ulubieńca nr 1 w Asseco ;) Bardzo nie spodobało mi się zachowanie Związku Siatkówki, który uniemożliwił Alkowi występ w biało-czerwonych barwach. Tłumaczenie, że mamy młodych, zdolnych chłopaków jakoś mnie nie przekonuje. Uważam, ze Alek jest stuprocentowym polakiem i bardzo by Nam się przydał w tym roku. Poza tym jego chęć gry dla Polski i pokrycie większej połowy kosztów z tym związanych to argument sam w sobie. Niestety zachowanie Związkowców, mamienie Alka złudną możliwością gry jest dla mnie czymś co mogłabym określić chyba tylko w niecenzuralny sposób.
Ale zostawiając już tą kwestie (którą również musiałam z siebie wyrzucić) bardzo ciesze się na myśl zobaczenia chłopaków już 16 października :) Mam jedynie nadzieję, że bilety na to wydarzenie nie rozejdą się równie szybko co na LŚ, bo tego bym chyba nie wytrzymała. Teraz pozostaje mi odliczanie dni i polowanie na 3 bilety :)
W komentarzach dzielcie się swoimi opiniami, bardzo chętnie nawet z kimś podyskutuje. Jestem otwarta na wasze spostrzeżenia, być może uda wam się coś zmienić w toku mojego myślenia ;)
Pozdrawiam, trzymajcie się.

sobota, 20 lipca 2013

Pierwszy mecz reprezentacyjny


Witam :)
Nareszcie udało mi się znaleźć czas i chęci by podzielić się z wami moim wrażeniami z pierwszego meczu reprezentacyjnego w moim życiu.
7 lipca 2013r.- ta data pozostanie w mojej pamięci już na zawsze. Hala Stulecia, mecz POLSKA - USA wygrany przez naszych orzełków 3:1.
Na mecz pojechałam razem z moją najlepszą przyjaciółką i młodszą siostrą, którą udało nam się zarazić pasją do siatkówki. Pamiętam jak ciężko było zdobyć bilety na Wrocław, pamiętam dzień ich sprzedaży, kiedy to nie udało nam się kupić ani jednego miejsca. Przyznam, że były łzy, w końcu przez kilka ostatnich miesięcy odkładałam oszczędności by sobie i siostrze kupić bilety, by zobaczyć moich idoli i w jednej chwili marzenie, które miało się spełnić pękło jak bańka mydlana. Nie mam pojęcia dlaczego wpadłam na pomysł napisania do ludzi, którzy prowadzili sprzedaż biletów, ale wiem, że był to najlepszy pomysł w moim życiu. Po przelaniu wszystkich smutków na e-maila nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Bardzo szybko dostałam odpowiedź z zapytaniem jakie miejsca mnie interesują, gdyż możliwe jest, że coś się zwolni. Moja reakcja była natychmiastowa: „Trzy miejsca obojętnie w jakim sektorze”. Oczywiście na początku chciałam siedzieć jak najbliżej siatkarzy, ale teraz to kompletnie przestało się liczyć, bo chciałam za wszelką cenę tam być, nawet gdybym miała siedzieć w ostatnim rzędzie. W ciągu kolejnych dni znalazły się miejsca, a ja zdążyłam je kupić i gdy dwa dni po przelewie wróciłam do domu nie mogłam opanować radości trzymając w dłoniach piękne bilety. „Najlepiej wydana stówa w życiu”- mówiłam to przed meczem i mówię teraz, gdy jest już ponad dwa tygodnie po nim.
 Po przyjeździe do Wrocławia zdecydowałyśmy, że chcemy iść jeszcze pod hotel, w którym chłopaki nocują, także trochę się pokręciłyśmy i w końcu dotarłyśmy pod Hotel Orbis. Przy wejściu czekali fani, także zatrzymałyśmy się tam na chwilę i ruszyłyśmy w dalszą drogę.
Moment kiedy wysiadłam z tramwaju i zobaczyłam tych wszystkich ludzi zmierzających na halę- bezcenny. Od tamtej chwili uśmiech nie znikał z moich ust. Szczerzyłam się jak głupia, ale czułam się z tym cudownie. I to uczucie, jakby wrócić do domu po długiej podróży, znaleźć się wreszcie wśród swoich.
Przez chwilę razem z dziewczynami poszukiwałyśmy wejścia na nasz sektor, Sektor C. Szybko znalazłyśmy się na swoich miejscach i każda z nas z ciekawością zaczęła się rozglądać. Na parkiecie ćwiczyło już kilku Amerykanów, jednak z Naszej ekipy nie było jeszcze nikogo, także spokojnie mogłam podziwiać piękno hali i obserwować jak się zapełnia.Widok ludzi ubranych w biało-czerwone barwy i myśl, że są tu po to by kibicować tak, aby Nasi nie zwątpili, ani przez chwilę w to, że są to najlepsi kibice na świecie. Ta myśl sprawiała, że ciarki przechodziły po plecach a uśmiech kwitł na ustach.
I wreszcie ujrzenie Ich. Zobaczenie swoich idoli w końcu na żywo. Magia. Nie wiedziałam na kogo powinnam patrzeć najpierw, wszystkim chciałam się dokładnie przyjrzeć. Oczywiście obserwację zaczęłam od mojego ulubieńca- Łukasza Żygadło. Momentami zerkałam też na poczynania Pana Orzełka- szacunek dla tego pana, to co on wyprawia na parkiecie i poza nim- mistrzostwo. Nie dość, że jest wszędzie to rozśmiesza człowieka do łez. No i świetnie zagrzewa do kibicowania. W mojej kolekcji znalazło się zdjęcie z „Panie Orzele” z czego jestem bardzo zadowolona, gdyż jadąc na mecz, cały czas powtarzałam, że muszę je mieć.
Wszystkie zabawy na trybunach to istny szał. Harlem shake'i, fale, odwrócone fale, przyśpiewki na stojąco, głośne klaskanie i wymachiwanie flagami oraz czerwonymi i białymi karteczkami. Coś niesamowitego. Jednak chyba od zawsze największy respekt wzbudza odśpiewanie hymnu. Prawdopodobnie nigdy nie śpiewałam go tak głośno i będąc tak dumna z tego, że jestem Polką. Tam można poczuć tą dumę prawie namacalnie. Drżenie konstrukcji z krzesełkami pod sobą sprawia, że człowiek zdaje sobie sprawę, że wreszcie odnalazł swoje miejsce. Chce się tam być za każdym razem, z tymi ludźmi i dla ludzi oddających swoje serce boisku. Im chce się oddać własne serce. 
Sam mecz był bardzo ciekawy. Pełne skupienie i koncentracja na każdej akcji, a w przerwach obserwowanie pięknej zabawy kibiców. Głośne klaskanie i zagrzewanie chłopaków do walki. Spotkanie skończyło się bardzo dobrym wynikiem, bo 3:1 dla Nas. Końcówka meczu była jednak trochę nerwowa. Dobre zagrywki Paula Lotmana zbliżały Amerykanów do wyrównania wyniku, ale nie daliśmy się i już po chwili mogliśmy cieszyć się z wygranej. Na stojąco odśpiewaliśmy jeszcze siatkarzom „Dziękujemy” i zaczęła się pogoń za autografami, fotkami czy choćby zobaczeniu idoli z bliska. Oczywiście dla mnie najważniejsze było spotkanie Łukasza, także razem z dziewczynami szybko znalazłyśmy się w pobliżu barierek, jednak siatkarze zajęci byli jeszcze ćwiczeniami. Dlatego na pierwszy ogień poszedł Andrzej Wrona, który w tym spotkaniu nie grał, jednak był obecny na hali, gdyż kwestował na rzecz Fundacji HEROSI. Po wpłaceniu symbolicznej złotówki poprosiłam Andrzeja o autograf na koszulce i po chwili widniał już na niej. Ponownie wróciłam do barierek, akurat Łukasz rozdawał autografy po drugiej stronie, wydawało mi się, że tutaj już nie podejdzie tylko uda się do wyjści dlatego ruszyłam na korytarz, pod wyjście dla siatkarzy. Dziewczyny zostały na hali i to one miały rację mówiąc, że Łukasz zaraz podejdzie. Dostały autografy od Ziomka, który był u nas pod barierkami, ja choć wróciłam w ostatniej chwili nie udało mi się go dostać. Powiedziałam, że bez podpisu Łukasza nie wyjdę z hali, dlatego znów udałam się pod wyjście dla siatkarzy. Po drodze minęłam Matta Andersona i Marcina Możdżonka, którzy już byli porywani do wywiadów. Czekając na Ziomka zebrałam autografy Michała Kubiaka, Michała Ruciaka i Michała Winiarskiego. Zbyszek zajęty był robieniem zdjęć mimo; że kilka razy podawałam mu zeszyt, w końcu odpuściłam. Dziewczyny dołączyły do mnie i przez chwilę zastanawiałyśmy się co robić dalej. Czy wyczekiwać na kolejne autografy, do których i tak ciężko się przepchnąć, czy może podejść do Łukasza Kadzieicza, który kręcił się po drugiej stronie korytarza. Zdecydowałyśmy podejść do niego, jednak początkowo przejście na drugą stronę uniemożliwiali ochroniarze. Kiedy już się udało ogarnęła nas trema, ale postanowaiłam, że zapytam o ten autograf, w końcu Kadziu również był priorytetem na mojej liście, tak jak Ziomek. Chwyciłam mocniej zeszyt i markera i podeszłam do Łukasza, który stał oparty o ścianę i zapytałam czy mogę dostać autograf. Zupełnie nie spodziewałam się, że się nie zgodzi. Jednak bardzo taktownie wytłumaczył mi i dziewczynom, że on też jest w pracy, że czeka na siatkarzy tak jak my i musi nakręcić materiał. Podejrzewam, że był też po prostu zmęczony tym całym podpisywaniem, ale pewnie by się do tego nie przyznał. Zamiast tego zapytał nas czy idziemy z nim poczekać na siatkarzy, na co z wielką ochotą się zgodziłyśmy i ruszyłyśmy z Kadziem bliżej kibiców czekających na zawodników. Kiedy kolejne osoby prosiły go o podpisy widziałam już dobrze, że wcale nie ma na to ochoty i chciałby w spokoju wykonywac swoją pracę, mimo to zgodził się na tych kilka autografów, żeby dostać wreszcie święty spokój. Jednak o naszej obecności nie zapomniał. Nadal stał przy nas i normalnie rozmawiał, mówiąc o tym, że kręci materiał, a my rozmawiałyśmy z nim jakby to był nasz znajomy. Do tej pory nie spotkałam jeszcze osoby do której aż tak musiałabym zadzierać głowe, ale nie przeszkadzało mi to wcale. No i czekając tak z Kadziem doczekałam się wreszcie Ziomka. Łukasze przywitali się ze sobą, a mi udało się po trudach dostać autograf. Miałam jeszcze nadzieję na zdjęcie, jednak godzina była już późna a chłopaki spieszyli się do hotelu, także obiecałam sobie, że zapewne (dopiero) za rok zrobie wszystko by mieć to zdjęcie :) No i tak zakończył się mój pierwszy mecz reprezentacyjny, którego wspomnieniami będę żyć do kolejnego. 
Pozdrawiam :)

środa, 3 lipca 2013

Wstęp

Witam Was kochani!
Ciesze się, że mogę powrócić do blogowania, gdyż brakowało mi tego.
Nie wracam jednak do typowych opowiadań, potrzebuje jednak miejsca, gdzie mogłabym się
dzielić moimi odczuciami dotyczącymi siatkówki.
Jak zawszę mam problemy z grafiką i całym tym wyglądem bloga (chyba nigdy się tego nie nauczę), ale dajcie mi parę dni, myślę, że wtedy będzie to wyglądać trochę lepiej. :)
Na teraz tyle.
Fajnie być tu znowu z wami :)
Pozdrawiam.